Tomasz Morawski

Tomasz Morawski urodził się 24 października 1950 roku w wiosce Niebieszczany koło Sanoka. W wieku siedmiu lat przyjechał do Krakowa. Skończył tutaj szkołę podstawową i liceum. W 1968 roku rozpoczął studia na Akademii Górniczo-Hutniczej na Wydziale Wiertniczo-Naftowym (obecnie Wydział Wiertnictwa, Nafty i Gazu). W 1973 roku skończył studia, został na uczelni i… pokochał Kraków na zawsze.

Rok 1976 był dla niego rokiem zmian. Kolega ze studiów, Fin, pracownik fińskiej ambasady w Quito zaprosił go do Ekwadoru. Podróż, która miała trwać dwa tygodnie, przedłużyła się do trzech miesięcy, gdyż statek napadli piraci. W tym czasie nauczył się hiszpańskiego i postanowił swoje życie związać z Ameryka Południową. Zaczął pracować jako przewodnik po dżungli. Opanował przy tym umiejętność zabawiania turystów mrożącymi krew w żyłach historiami. Potem była praca kuriera, pośrednika w handlu sztuką wreszcie – prowadzenie firmy handlującej sprzętem dla przemysłu naftowego.

Żeby odwiedzić Polskę, musiał zrzec się polskiego obywatelstwa, bo nie można było wbić wizy do paszportu ekwadorskiego własnemu obywatelowi, a polskiego paszportu mu nie przedłużono. Tak więc w 1989 roku jechał do Krakowa na chrzest swojego syna jako Ekwadorczyk.

Po latach żmudnych starań uzyskał obywatelstwo polskie, a w 1995 roku został mianowany Konsulem Honorowym RP w Quito (sam płaci za utrzymanie biura i organizowanie pomocy Polakom).

Jego codzienna praca to m.in. promocja Polski. Doprowadził do współpracy Quito i Krakowa jako „bratnich miast” . Dlaczego tu? - odpowiada - Bo stąd jestem, tu studiowałem. A stolica Ekwadoru ma podobną do krakowskiej starówkę. Niestety, bardzo zniszczoną. Miejscowe władze chcą ją jednak odrestaurować i znalazły już na to pieniądze. Liczą na doświadczenie krakowian.

Jako Konsul Honorowy RP zajmuje się też opieką nad polskimi więzieniami odbywającymi kary w ekwadorskich więzieniach. W książce „Więźniowie” opowiada o przemytnikach narkotyków. Ale próżno tam szukać kolumbijskich karteli czy spektakularnych akcji palenia skonfiskowanych worków białego proszku. To opowieść o młodych, łatwowiernych Polakach, którzy – skuszeni obietnicą łatwego zarobku – zdecydowali się na przywiezienie kokainy z Ekwadoru do Europy. O tych, dla których „ten jeden raz” nie zakończył się dużymi pieniędzmi, lecz aresztowaniem na lotnisku i wyrokiem skazującym na kilkuletni pobyt w piekle ekwadorskich więzień. To także opowieść o niezwykłej, żmudnej i pięknej pracy autora, który wszelkimi dostępnymi sposobami, pokonując liczne bariery biurokratyczne wyciąga tych chłopaków ze wspomnianego piekła i umożliwia im powrót do Polski.

„Tomasz Morawski ma 59 lat, a energię 18-latka” – mówią jego przyjaciele. Przyjaciół ma w całej Polsce. Przez jego dom przewinęło się sporo polskich turystów, uczonych i dziennikarzy. Pomagał im chętnie. - Tym się cieszy. Bo to kolejna okazja spożytkowania niespożytej energii – mówi jeden z jego przyjaciół. Tomasz Morawski w Quito „organizuje” życie 143 polskim rodzinom.

Ma żonę – Elizabeth, syna i córkę. Mieszkają w Ekwadorze. Mówią po polsku.